NIEWAŻNE JAK WYSOKO JESTEŚMY... (CD,LP)




Skaza


Modne ciuchy, klub, gadżety i telefon
też
Kontakt z założenia próbny uzależnia, więc...
Zwykły
wygląd, krótkie coś - to taki wiek
Bez szaleństwa z ceną i
niepotrzebny slang

Gdzieś w środku tylko stres... i cóż?
Bez
mroku przecież nie ma snów
Wiadomo, że to zaradność jest
Czy
widzisz, czy widzisz coś złego w tym?
Nie widzę, nie widzę nic
złego w tym
Nie mówię, nie mówię nic złego
Nie słyszę,
nie słyszę nic złego

Ogłoszenie, zwykły wpis, z ’galerią’
nick
I z odciętą głową w sieć - nie pozna nikt

Gdzieś
w środku tylko stres i cóż?
Bez mroku przecież nie ma
snów

Gdzieś tam
Tam w środku tylko stres
Czasami
ruszyć chce
Gdzieś i tak
Bez mroku nie ma snów
A każdy
ma...





Art Brut


To do ludzi jest krzyk - delikatny
tak
To wołanie bez słów, chcesz usłyszeć? Patrz
Radość
tworzy tę myśl - rzeźbi tak jak chce
Zwalcza lęk, granic
mniej

Wykluczony bez wad, które można mieć
Zachwyt
dziecka to stan - dla nich wiem... to sen
Tak bardzo inny, a
pewnie ten sam
To może jest tłem, albo jest gdzieś tam?

Który
z nich to jest
Ten prawdziwy świat?
Mój, Twój, jej, albo
wasz?
Pewnie ich, jego też
Więc chyba nasz...

I
naiwnie jak nikt, żaden dźwięk czy szept...
No i szczery ten
gest, spontaniczny też
Jakby na przekór tym
Doskonale
pięknym, znam
Tym, co są, co w alejach gwiazd

Który z
nich to jest
Ten prawdziwy świat?
Mój, Twój, jej, albo
wasz?
Pewnie ich, jego też więc
chyba nasz

Który z
nich to jest ten
Trafny punkt?
Widać, że jeszcze coś, oprócz
nas
Z obu stron dzieje się





Przypadek Hermana Rotha


Lubię siłę czerni i nieużywania
słów
Wszystkiego co niezmienne
W nicości za oknem gdy budzą
się mgły

Lubię starych ludzi, bo starość jest jak
mgła
Patrząc wprost w jej pustkę
Pragnę tym bardziej, im
więcej mam lat

Ty, on i ja
Środek jakby był ze szkła
Nie
zapomnę tamtych dni
Szukałem Cię w odbiciu szyb

Tonę we
współczuciu głębiej z każdym dniem
I choć wiem, że już nie
wrócisz
Moim życiem wciąż szarpie niepewność i zgiełk

Ty,
on i ja
Środek jakby był ze szkła
Nie zapomnę tamtych
dni
Szukam Cię

Bo tak mało wciąż wiem
Tak mało
wciąż jest
W tym wszystkim mnie





Ukryte


W kawiarniach tłok
I gwar zza
szyb
Znajome drzwi
Nie stoisz w nich

Przemykam gdzieś

Wśród wejść i wyjść
Neonów szept
Pulsuję nim

I
choć tyle tu miejsc
I taki w nich zgiełk
W tym mieście tak
bez Ciebie pusto jest

Wysiadam gdzieś
Nieważne gdzie
Na
żadnej z map
Nie zjadę, wiem

Naszych miejsc
I
wspólnych chwil
Neonów krzyk
Pulsuję nim

Ofiary
zapaści Teatru Telewizji
Tutaj na osiedlu Niebotyków numer
pięć
Nie jesteśmy aniołami - czy ktoś chce tego, czy
nie!
Honorowe pojedynki w cieniu bloków albo drzew
Bo radiowy
dom kultury za wysokim murem gdzieś

Skąd ja to wiem?
Nie
uniesiesz treści tej
Życie poza prawem to najszybszy sukces
jest
Moda na wrzask, stadionowe grafy, mecz
A nienawiść jest
motorem i rozwijam się!

Jestem taki jak
Jestem taki jak
mój wokół świat
Spróbuj sam, czy się da...
To jedyny
sposób jaki znam!
Spróbuj sam - tak jak ja...
To jedyny
sposób - tylko taki znam!

Władza nadużyta! To nie my - to
oni, więc
Ta agresja - ta ze smyczy - nie utrzymam dłużej
jej!
Mamy dress code i szacunek innych, lecz
Fanatyków od
bandytów chyba wszystko dzieli, wiesz?!

Jestem taki
jak
Jestem taki jak mój wokół świat
Spróbuj sam, czy się
da...
To jedyny sposób jaki znam!
Spróbuj sam - tak jak
ja...
To najlepszy sposób jaki znam!

Spróbuj sam - nie
wiesz jak?
Spróbuj przeżyć, przetrwać tam gdzie ja!
Nie
wiesz jak? Szukaj sam...
Spróbuj przeżyć, przetrwać tam gdzie
ja!





Efekt motyla
Patrzę na pusty dom -
ciężko mi, jakiś znak?
Znowu nic, czekam więc, dawno już
wyszłaś tak
Chwila i... kamień w wodę... szukam Cię

Wszystkie
dni jak motyle są
Mnóstwo ich, a ja wciąż
Wyłapuję - tak
ze wszystkich sił
Będziesz mieć

Przecież nikt, przecież
nic, tak jak dym rozwiać się
Jesteś gdzieś jeszcze tam? Tak
bym chciał wiedzieć coś
Może by... znów jasnowidze? Mam już
dość

Wszystkie dni jak motyle są
Mnóstwo ich, a ja
wciąż
Wyłapuję - tak ze wszystkich sił
Będziesz mieć





Srebrna Nitka Ciszy
Przez życie na
czas,
skrywając wewnątrz historie o
prawdziwym ja.
Przez
ciszę i wrzask,
potykam się,
gdy kredką podkreślam swoją
niepewność.

Niby wszystko mam,
a jednak niezmiennie czuję
się sam,
niby wszystko mam,
dlaczego więc...?

Za
wszystko, za chwile,
których brak,
nienawidzę Cię.
I
wiarę, poczucie, że mnie znasz,
gdy nie było tak.

Niby
wszystko mam,
a jednak niezmiennie czuję się sam,
niby
wszystko mam...



Niby wszystko mam,
patrz Kafka za
oknem mruga mi okiem,
niby wszystko mam,
dlaczego więc?





21 gramów
Wiesz, czy ktoś z nas
będzie mógł, będzie miał?
Czy starczy mi, starczy sił na
cud?
Jest jeszcze coś, czy los tak chce?
Czy prosto żyć, czy
to nic, może nie?



Może tak? Może nie? Już mam - kto
wie?
Czy jest jeszcze czas? Kto wie?

Mój pijany dom - w
nim ja i od lat...
Więc czy to zło starczy już na ten cud?



Może tak. Może nie. Już mam - kto
wie?
Czy jest jeszcze czas na cud, kto wie?
Ile już zostać
ma, czy coś... choć gram?
Więc co po mnie jest i gdzie?

Może
tak. Może nie. Już mam - kto wie?
I co zostać ma? Bo ja to
nic.
Czy coś tam jest i gdzie ten cud?
I znów jest źle, to
ja? A skąd!
Bo los tak chce i już bez szans.
Więc jak, jak
żyć, by mieć choć gram?
I co właściwie jest. Kto wie?
Obawiam się,
I jak mam ojcem być? To wiem.
Nie tak, jak on!
Nie tak!





Blog Filatelistów Polskich


Nowy wpis,
’To ja i moich
kilka chwil.
Jakiś wzrost i wiek
Wolny dzień, sześćdziesiąt
cztery kilo mnie
Wreszcie pusty dom
Feta, dex... klaser prawie
pełny już
Pod powieki coś
Wszystko to, co można, co użyźnia
mózg
Doświadczenie mam...
Wielki strzał, a bez recepty

Czekam więc aż coś zacznę czuć
Chmury, dym, tysiące
twarzy, smoki, Bóg
Już wczytało się

Czy ja jestem tu?
Nie czuję nic
Już nie oddycham - nie wiem jak
Na twarzy
krzyk
Obraz ściemnia się, faluje, tracę wzrok
Nie wiem co to
jest...
Wykręca głowę mi
Krew gotuje się i ręce drżą
Jak
plastelinę wgniata mnie w dywanu włos
Jedna tylko myśl:
przeczekać, skończyć to

Wracam, patrzę, wiem
Było
bardzo źle
Byłem blisko, by dowiedzieć się
Czy
zakończeniem, dziurą śmierć, czy bramą jest?
Trzeba dotknąć
dna?
Naprawdę?
Czy to tu?
Nie wiem gdzie to
jest...
Wystarczy?
Czy to już?